Korupcja ciągle groźna

Prewencja w dłuższej perspektywie daje trwalsze rezultaty, niż samo ściganie przestępców i zastraszanie obywateli.
Rozmowa z Grażyną Kopińską dyrektorem programu „Przeciw Korupcji” Fundacji Batorego w Warszawie.
Waldemar Gruna: W Polsce walka z korupcją trwa od kilkunastu lat, ale jej efektem, jak się wydaje, jest lepsze przygotowanie przestępców do wykorzystywania norm prawnych. Czy organy ścigania (policja, prokuratura, sądownictwo) są przygotowane do prowadzenia takiej walki?
Grażyna Kopińska: Same przestępstwa korupcyjne nie są specjalnie skomplikowane. Są natomiast często trudne do udowodnienia, odbywają się zazwyczaj bez świadków i obie strony maja interes w ukrywaniu faktu przestępstwa. Skomplikowane są sprawy o przestępstwa gospodarcze, którym często towarzyszy korupcja. W wielu opracowaniach, między innymi przygotowywanych przez Bank Światowy, dzieli się korupcję na tzw. codzienną, zwaną też administracyjną, i na korupcję polityczną. Moim zdaniem polskie organa ścigania mają wszelkie narzędzia do walki z obydwoma tymi rodzajami korupcji. Przypomnę, że od lipca 2003 roku osoba, która wręczyła łapówkę nie podlega karze, jeśli pierwsza poinformuje organa ścigania o tym fakcie. Od 2005 roku organy ścigania mają prawo stosować tzw. wręczenie kontrolowane, czyli nadzorowaną łapówkę. Od kilku lat w Komendach Wojewódzkich Policji istnieją Wydziały do walki z korupcją, a w połowie 2006 roku powołano Centralne Biuro Antykorupcyjne. Tak więc ściganie korupcji administracyjnej zależy przede wszystkim od sprawności właściwych organów. Jeśli zaś chodzi o ściganie korupcji politycznej, to proces ten zależny jest w wielkiej mierze od woli politycznej aktualnie rządzących.
Waldemar Gruna: Jak Pani ocenia sytuację mającą miejsce nie tylko w polskim wymiarze sprawiedliwości i organach ścigania, polegającą na tworzeniu się dość ścisłych związków części przedstawicieli tych instytucji z przestępczości zorganizowaną, która korumpowanie uważa za jedną z najważniejszych dziedzin swojej działalności?
Grażyna Kopińska: Rzeczywiście, czasami tego typu przypadki wychodzą na światło dzienne. Skorumpowany policjant czy prokurator to dla życia społecznego znacznie gorsze niż skorumpowany urzędnik czy polityk. Ponieważ policja i prokuratura powinna być „ostoją” praworządności. Do kogo ma się udać obywatel, od którego np. w szpitalu zażądano łapówki za przyspieszenie operacji, jeśli słyszy od znajomych, że „jego policjanci” kryją lokalny gang złodziei samochodów? Sądzę jednak, że tego typu przypadki stanowią margines, a nie powszechność.
Waldemar Gruna: Czy istnieje problem informacji o zagrożeniach korupcyjnych na poziomie lokalnym? Wydaje się, że w gminach i powiatach społeczności lokalne kojarzą korupcję z przyjmowaniem kopert zawierających pieniądze lub butelek wytrawnego alkoholu. Czy Pani zdaniem lokalne społeczności są świadome zagrożeń płynących z korupcji i powiązań lokalnych polityków czy samorządowców z przestępczością gospodarczą?
Grażyna Kopińska: Nie znam żadnych badań na ten temat. Mogę się więc opierać na wiedzy płynącej z przysyłanych do nas listów, telefonów i lektury prasy. Moim zdaniem także na poziomie lokalnym świadomość zagrożeń płynących z korupcji i powiązań lokalnych polityków, samorządowców z przestępczością gospodarczą jest coraz większa. Problemem natomiast jest bierność mieszkańców. Wielu widzi, że przetargi na gminne inwestycje ciągle wygrywa ten sam, zaprzyjaźniony z burmistrzem przedsiębiorca, ale nie protestuje przeciw temu, bo uważa, że takie jest prawo władzy – „jak świat światem ludzie władzy korzystali osobiście z posiadanych wpływów”. I w najbliższych wyborach samorządowych zagłosuje na tych samych, „bo lepszy złodziej własny”, albo w ogóle na wybory nie pójdzie, „bo co to zmieni”. A przedsiębiorcy, potencjalni konkurenci stałego beneficjenta gminnych zamówień nie protestują. Wolą przyjąć postawę zaprzyjaźniania się z władzą i szukania własnych dojść.
Waldemar Gruna: W Niemczech nie jest spotykana sytuacja aby samorządowiec „kierował” urzędem z aresztu czy po skazującym wyroku sądowym. W naszym kraju takie przypadki się zdarzały. Jak można temu zaradzić
Grażyna Kopińska: Samorządowiec skazany prawomocnym wyrokiem automatycznie traci urząd. Nie traci go osoba skazana nieprawomocnie, oskarżona lub będąca podejrzaną – przebywająca w areszcie. Aby temu zaradzić trzeba zmienić obowiązujące prawo, ale też – jak sądzę – mentalność polityków. A gdyby tak partie wpisały w swoje statuty czy kodeksy etyczne, że osoba pełniąca funkcję publiczną z ich polecenia w momencie postawienia jej zarzutów z oskarżenia publicznego jest zobligowana do zrzeczenia się swojej funkcji? Mogłoby to wiele zmienić. Na marginesie pragnęłabym obalić mit Niemiec jako praworządnego kraju, wolnego od korupcji w odróżnieniu od przeżartej korupcją Polski. Czy u nas jest możliwe, aby grupa posłów otrzymywała stałe pensje od jednego z większych banków? Czy u nas jest możliwe, aby firma wspierająca działalność Transparency Int., największej organizacji walczącej z korupcją, była oskarżona o korumpowanie urzędników w państwach sąsiednich? W Niemczech bardzo niedawno temu było to możliwe. W ostatnich kilku latach miałam do czynienia z niemieckimi ekspertami, policjantami, prokuratorami, samorządowcami realizującymi w Polsce tzw. projekty twinningowe. Po zapoznaniu się z sytuacją w Polsce twierdzili, że chcieliby, aby niemieckie prawo antykorupcyjne było równie restrykcyjne jak polskie. Oczywiście nie wystarczy mieć surowe prawo, trzeba je jeszcze skutecznie i konsekwentnie stosować. A przede wszystkim trzeba wprowadzać do instytucji publicznych systemy zabezpieczające przed korupcją. Prewencja w dłuższej perspektywie daje trwalsze rezultaty, niż samo ściganie przestępców i zastraszanie obywateli.

