Uczyć się od Niemców
Uczyć się od Niemców?
W lipcu 2011 roku Polska będzie sprawowała po raz pierwszy w swojej
historii prezydencję w Unii Europejskiej. Temu wydarzeniu poświęcona była międzynarodowa konferencja zorganizowana przez Instytut Politologii Uniwersytetu Opolskiego. Do najważniejszych spraw, którymi powinna się wówczas zająć polska prezydencja będą należały: budżet Unii, Partnerstwo Wschodnie, bezpieczeństwo energetyczne Wspólnoty i przegląd Strategii Morza Bałtyckiego. Te priorytety polskiego przewodnictwa, które nasz kraj obejmie w lipcu 2011 roku, mogą okazać się ponad siły Polski. Zgodnie z zapowiedziami polskiego rządu, pierwszy zarys naszych priorytetów będzie gotowy już w tym roku. Dotychczas przyjęty program określa przede wszystkim działania, jakie należy przedsięwziąć w latach 2009-2011, by Polska skutecznie przygotowała się do sprawowania przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej. Polski premier Donald Tusk powiedział, iż Polska musi być i będzie bardzo dobrze przygotowana organizacyjnie do tej prezydencji. A warto dodać, że Polska będzie w 2011 roku wzbudzała szczególne zainteresowanie. Dla starych krajów Unii jest bowiem największym partnerem wśród nowych państw członkowskich. To, czy wzorem Niemiec, Warszawa umiejętnie połączy własne interesy z interesem całej Unii niedługo się okaże. Do dziś jednak Polska nie nauczyła się od zachodniego sąsiada jednej ważnej umiejętności. Zręcznego opakowywania własnych interesów w europejskie opakowanie. Dyskutuje się o tym, iż w Polsce ze względu na przewodnictwo powinno zmienić się kalendarz wyborczy. Może i tu warto czerpać wzór od zachodniego sąsiada. Dr Aleksandra Trzcielińska- -Polus powiedziała, że w RFN w czasie sprawowania prezydencji miały miejsce wybory. I nie było konieczności zmiany kalendarza tylko dlatego, że wówczas Berlin szefował całej Unii Europejskiej. Profesor Lesław Koćwin stwierdził, iż Polska nie potrafi rozmawiać z Rosją. A właśnie ta umiejętność w czasie zarządzania Unią przyda się szczególnie. Bo lansując wschodnie partnerstwo nie można pomijać Moskwy.
Polska nie ma doświadczenia w kierowaniu pracami Unii. warto więc być może sięgać po doświadczenia innych. Berlin już trzy razy – w 1994, 1997 i 2007 roku -przewodniczył UE. Pod rządami Angeli Merkel państwa Unii osiągnęły postęp w dziedzinie ochrony klimatu i polityki energetycznej, ale przede wszystkim w kwestii reformy Unii Europejskiej. A Angela Merkel, w zdominowanej przez niepewność, brak orientacji i różnorodność stanowisk UE, sprawdziła się jako mistrzyni sztuki osiągania tego, co możliwe. A nawet tego, co wydało się początkowo nie do osiągnięcia. Warto tu nadmienić, iż RFN objęła prezydencję w Radzie UE w pierwszej połowie roku 2007 i to w bardzo niekorzystnej sytuacji. Unia była w tamtym okresie pogrążona w głębokim kryzysie. Tzw. „faza refleksyjna” po zakończonych niepowodzeniem referendach miała doprowadzić do osiągnięcia wyników pod niemieckim przewodnictwem. Niemcy, nawet nie będąc formalnie na czele UE, pełniły tradycyjnie funkcję „motoru”. Jednak Berlin w 2007 roku stanął przed trudnym wyzwaniem. Musiał wyprowadzić Unię z głębokiego kryzysu konstytucyjnego. Od początku niemieckiej prezydencji było jasne, że jej powodzenie będzie ściśle związane z traktatem konstytucyjnym. Niemcy zresztą bardzo zręcznie opakowały swój interes narodowy w opakowanie „unijne” i lansowały wzrost własnej siły w ramach traktatu, jako „dobro całej Unii”. O ile coś na kształt konstytucji Unii jest potrzebne, aby mogła się rozwijać – to nikt nie udowodni, że akurat taki a nie inny podział sił, jaki proponuje się w traktacie – jest jedynym czy nawet najlepszym wyjściem. Dla Niemiec bez wątpienia jednak jest.
Angela Merkel wykazała się przede wszystkim skutecznością w osiąganiu stawianych sobie celów. Potrafiła ustąpić, aby zyskać ważną dla Niemiec pozycję w przyszłości. Nawet jej oponenci nie mogli odmówić niemieckiej kanclerz tego, iż zręcznie manipulowała przeciwnikami i bardzo sprawnie jednoczyła zwolenników. Ale czy Polska ma tak skutecznych na arenie międzynarodowej przywódców? Czy polska polityka jest zdolna do tego, aby umiejętnie opakowując swoje działania w europejską retorykę zyskać coś dla Polski? Na te pytania nie odpowiedziała konferencja w Opolu i Kamieniu Śląskim. A czy odpowie na nie polska prezydencja w 2011? Przekonamy się już niebawem.
dr Krzysztof Tokarz

